Zapalona sadza w kominie – co robić? 2

Światło komina

Jak rozpoznać zapalenie sadzy w kominie?

Tak, tak, domyśliliście się. Też mi się przytrafiło. Zwykle nie planujemy tego, że ogień z pieca przeniesie się nam do komina i zapali się sadza w kominie. Skąd więc będziemy wiedzieć, że tak się stało? Pierwszym objawem jest silniejsze niż zwykle  rozgrzanie samego komina. Umiarkowane ciepło rośnie i zmienia się na gorąco. Bardzo charakterystyczne jest to, że na początku dzieje się tak w jednym miejscu. Na przykład pod sufitem komin jest gorący, a przy podłodze ledwo ciepły. Mogą się też pojawić iskry wylatujące z komina na zewnątrz.

Jeżeli w kominie jest niewiele sadzy i szybko się przepali, to nawet możemy nie zauważyć tego etapu. Jednak kiedy sadzy jest więcej to temperatura nadal rośnie i zaczynają się pojawiać drobne rysy na ścianie. To są początki pęknięć, które z czasem się powiększają. To już się rzuca w oczy i wtedy zwykle zaczynamy podejmować działania w celu opanowania sytuacji. Zazwyczaj zaczynamy już czuć dym w domu, bo przenika przez szczeliny.

Jeżeli nie uda się opanować ognia i dalej się pali, to pęknięcia są tak duże i szybkie, że je wyraźnie słychać. Co jakiś czas wewnątrz komina opadają odkruszone kawałki zaprawy, cegły lub przepalonych kawałków sadzy. To niestety zapowiada, że komin już jest poważnie uszkodzony.

Jak zareagować gdy pali się sadza w kominie?

Poziom naszej reakcji i możliwości postępowania zależy od naszej wiedzy. Jeżeli nie mamy żadnej wiedzy technicznej, czy nie umiemy obsługiwać pieca, to najlepiej wezwać straż pożarną, która nas pokieruje co zrobić. Później oczywiście przyjedzie i pomoże nam ugasić zapalone sadze.

Pierwsze co możemy zrobić co zacząć wygaszać sam piec. Na sterowniku naciskamy „stop”. Wtedy wyłączy się dmuchawa, a pompka obiegowa nadal będzie pracować. Tu musimy uważać, bo niektóre sterowniki same się załączą, jeżeli wykryją dużą temperaturę wody przez pewien czas. Taka sytuacja jest rozpoznana jako: „Zapomniano załączyć piec po podłożeniu”. Dla pewności można wypiąć wtyczkę od dmuchawy. Nie wyłączamy sterownika z zasilania, bo grozi to zagotowaniem wody i będziemy mieć kolejny groźny problem do rozwiązania.

Następnie zamykamy wszystkie wloty powietrza do pieca. Wszelkie drzwiczki i klapki powinny być domknięte. Klapka wentylatora zwykle musi być dociążona ponieważ silny ciąg sam ją uchyla. Domykamy też wylot z pieca do komina. I tutaj ważna uwaga! Są to warunki ograniczonego dostępu do tlenu więc i w piecu i w kominie powstaje więcej tlenku węgla czyli czadu! Najlepiej uchylić okna i wietrzyć pomieszczenia, przez które biegnie komin. No cóż, będzie zimno, ale czad jest bardziej niebezpieczny.

Jeśli pomyśleliście w tym miejscu o zatkaniu wylotu komina, to niestety nie jest to dobry pomysł. Spowoduje to wyciskanie dymu przez każdą, nawet najmniejszą szczelinę. Oznacza to zadymienie całego domu.

Kolejny etap to przygotowanie miejsca do wyjścia na komin. Oczywiście poziom trudności zależy od rodzaju dachu, wysokości i usytuowania komina. Ja do wejścia na dach używam okna dachowego. Muszę ściągnąć skrzydło, żeby wyjść. Do tego mam bardzo stromy dach i wysoki komin. Buduję więc stanowisko asekuracyjne. Ubieram uprząż, zabezpieczam się liną i tak dopiero wychodzę na dach i komin.

Oczywiście nie zachęcam nikogo do tego, żeby sam to robił. Trzeba mieć dużo doświadczenia przy pracach na wysokości i mieć odpowiedni sprzęt asekuracyjny. Czytacie ten artykuł jako ciekawostkę, a nie jako instrukcję. Każdy dach, komin i przypadek jest indywidualny więc proszę Was o nie naśladowanie. Najbardziej doświadczeni w tym temacie są strażacy. Do tego są to bardzo dobrzy, zaangażowani i pomocni ludzie. Możecie im zaufać.

Ja też nie działałem sam. Byłem asekurowany przez cały czas. Znam swój dom i komin na wylot i potrafię ocenić co mogę, a czego nie. Nie wszystko co robię jest najlepszym możliwym rozwiązaniem więc nie jestem w tym temacie osobą godną naśladowania.

Jak zgasić palącą się sadzę w kominie?

Najtrudniejsze w całej tej sytuacji jest gaszenie palących się sadzy. Jeśli jest jej niewiele to może się sama wypalić. Jednak chyba zawsze jest to związane z utworzeniem się pęknięć. Niestety często takie wypalanie można przyrównać do palącego się knota świecy. Pali się tylko fragment, ale spalenie całości trwa bardzo długo. Nie jesteśmy w stanie ocenić kiedy się skończy palić więc nie należy na to liczyć.

Zalecanym sposobem gaszenia jest zasypanie komina piaskiem. Powoduje to skuteczne odcięcie dopływu tlenu i zagaszenie. Samo zamknięcie pieca i wlotu do komina to jest za mało, żeby zgasić palącą się sadzę. Potem jak pojawiają się szczeliny to jest to dodatkowe źródło tlenu.

Zaletą tej metody jest skuteczność i bezpieczeństwo. Wadą natomiast jest to, że trzeba mieć pod ręką piasek. Potem trzeba go wynieść w dużej ilości na szczyt komina i wsypywać. Po akcji zostajemy z zatkanym kominem i czeka nas długie czyszczenie. No cóż, żaden pożar nie zostawia po sobie ładu i porządku. Więc jest to „wliczone w koszty” akcji.

Ja miałem pecha ponieważ akcję zacząłem w niedzielę w nocy. Nie miałem piasku pod ręką więc musiałem improwizować. Nie powinno się tak robić, ale wiem, że wiele z Was było w podobnej sytuacji więc opiszę co zrobiłem, żebyście mogli przeanalizować sytuację. Oprócz wszystkich elementów przygotowawczych, podjąłem się gaszenia wodą. Tak, wiem, nie powinno się tak robić. Komin może od tego jeszcze bardziej popękać. Woda wrzucona do rozgrzanego i rozpalonego komina natychmiast odparowuje, tworząc parę o dużym ciśnieniu. Może to doprowadzić do rozsadzenia komina. Do tego szybkie schłodzenie cegły powoduje jej pękanie. Dlatego unikajcie wody jeżeli tylko możecie. Jeszcze raz powtórzę. Wezwijcie straż pożarną, która się tym zajmie profesjonalnie.

Dlaczego więc ja sam się podjąłem gaszenia wodą. Spowodowane jest to faktem, że od mojego dzieciństwa już wiele razy doszło do zapalenia i wiem jak to wygląda, co robić i jak to ocenić. Mój komin czeka na założenie wkładu nierdzewnego. Czekam tylko na przychylną pogodę. Jest on już od wielu lat popękany więc woda niewiele mogła to pogorszyć. Jest to sytuacja bardzo indywidualna i pewnie nie odzwierciedla Waszej więc nie wzorujcie się na mnie. Poczytajcie dla zaspokojenia ciekawości.

Wiedząc o wszystkich zagrożeniach postanowiłem podjąć taką strategię. Wodę wlewałem bardzo małymi porcjami. Słuchałem jak syczy kiedy odparowuje i następną porcję dodawałem jak przestało. Wszystko bez pośpiechu. Cierpliwie porcja po porcji. Trwało to bardzo długo, ale nie przysporzyło to żadnych dodatkowych pęknięć. O wiele więcej szkód wykonała sama temperatura. Schłodzenie wodą pomogło.

Regeneracja komina po palącej się sadzy

Kiedy komin mamy ugaszony i wystudzony a emocje opadną, przychodzi czas na regenerację komina. Na początku trzeba go dokładnie oczyścić z pozostałości sadzy, piasku i przywrócić mu pełną drożność. Jeżeli nasz pożar był mały i nie spowodował żadnych pęknięć, to możemy już używać komina.

W większości przypadków jednak pojawią się pęknięcia. Wtedy musimy zregenerować komin zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Na zewnątrz możemy zaszpachlować pęknięcia lub od nowa nałożyć tynk. Jeżeli chcemy zaszpachlować szczeliny to należy szpachelką wydrapać większą bruzdę. Umożliwi to stworzenie większej i szczelniejszej spoiny.

Regeneracji wnętrza komina nie przeprowadzimy sami. Potrzebna będzie wyspecjalizowana firma, która nam zrobi szlamowanie lub założy wkład. Zdarza się, że komin jest na tyle uszkodzony, że trzeba go rozebrać i na nowo ułożyć. Do pomocy w oczyszczaniu i do ekspertyzy możemy wezwać kominiarza.

Ja od razu zaszpachlowałem szczeliny i jak pogoda pozwoli to włożę wkład nierdzewny. Od dawna mam też czujnik czadu, który stoi blisko komina więc sytuacja jest monitorowana.

Dlaczego sadza w kominie się zapaliła?

Jak już opanujemy sytuację to ważną sprawą jest analiza dlaczego doszło do takiej sytuacji. Na nic nam się nie zda udana akcja gaszenia, jeżeli nie zrobimy nic, żeby temu nie zapobiec w przyszłości. Ja wykryłem kilka czynników, które mogły do tego doprowadzić. Przeanalizuję je tutaj i może w komentarzach napiszecie jakie Wy macie doświadczenia w tym temacie.

Pierwsza ważna sprawa to częstotliwość czyszczenia. Gdyby komin był czysty to nie miałoby się co zapalić. Zawsze „wystarczało” wyczyścić komin dwa razy w roku: raz przed sezonem i raz po sezonie grzewczym. A to zdecydowanie za mało. Moja wina w złym nawyku. Muszę sobie przygotować plan czyszczenia i zapisać sobie, żeby o tym nie zapomnieć. A co ile to będę musiał ocenić w trakcie. Przeczyszczę komin za miesiąc. Jeżeli nie będzie wystarczającej ilości sadzy to potem będę czyścił za dwa miesiące. I tak aż do ustalenia dobrego czasu.

Druga sprawa to temperatura wody ustawiona na piecu. Większą sprawność uzyskuje się kiedy jest ustawiona wysoko. Ta zima jest dość ciepła więc mam ustawioną temperaturę na 55°C. To sprawia, że dmuchawa wyłącza się dość szybko po osiągnięciu temperatury. Kiedy mamy świeżo dołożony węgiel to on zaczyna smolić i kopcić z powodu braku tlenu. To wszystko łatwo się osadza na chłodnym kominie.

Trzecia sprawa to rodzaj pieca. Mam zwykły zasypowy piec węglowy. Nie od dziś wiadomo, że takie spalanie nie jest najbardziej efektywne. Podczas palenia pojawiają się cykle kiedy smoli, kopci i traci efektywność. W planach mam oczywiście wymianę na nowocześniejszy piec. Jednak są to spore koszty i nie mogę tego zrobić ot tak sobie. No cóż, wszystko przede mną.

Mam nadzieję, że pomożecie mi w dalszej analizie. Jestem przygotowany na falę krytyki. Chciałem jednak opisać sytuację taką jaka ona jest. Bez ściemniania i bez udawania, że wszystko da się zrobić zgodnie z zasadami. Jeszcze raz nie zachęcam do naśladowania. Zachęcam za to do częstszego czyszczenia komina i oceny swoich piecy i strategii palenia. W tym wypadku zdecydowanie lepiej zapobiegać niż naprawiać.

Pozdrawiam i życzę inspirującego dnia!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Zapalona sadza w kominie – co robić?

  • Rafi

    U mnie zapaliła się sadza kilka metrów pod wylotem. Na strychu mam wyczystkę (poniemiecki dom) w piwnicy drugą. Nie ma opcji wejścia na dach. Po odcięciu dopływu tlenu z dołu nasłuchiwałem pożaru. Zelżał, ale bardzo silnie wiało, wiatr kotłował i nie było szans na zaduszenie. Miałem 10 kg gaśnicę ABC. Proszek zacząłem podawać od dołu małymi porcjami, cug zasysał go w stronę pożaru. Gdy się uspokoił mogłem dostać się do wyczystki na strychu. Tam podałem resztę środka gaśniczego plus jedna gaśnica samochodowa. Rano czyszczenie komina, kupa sprzątania.

    • Marek Smoczek Autor wpisu

      Cześć Rafi.

      Cieszę się, że udało się opanować ogień. Super, że miałeś gaśnicę pod ręką. Niestety nie da się zadusić ognia przez odcięcie powietrza, ponieważ zawsze się dostanie od góry. Sam komin też nie jest wystarczająco szczelny. Zwłaszcza podczas pożaru pojawiają się dodatkowe pęknięcia. Wspólną dla nas metodą, żeby zapobiec powtórzeniu się sytuacji jest częste czyszczenie komina. Mam nadzieję, że już nie będziemy musieli walczyć z ogniem 🙂

      Pozdrawiam.